Budownictwo, sztuka i kultura ludowa

kw. 24, 2018 przez

Wśród różnych przejawów twórczości ludowej w Beskidach wyodrębniamy jedynie kilka, z podkreśleniem najważniejszych gałęzi w Beskidzie Śląskim, Żywieckim i Małym. Przede wszystkim wypada podkreślić na wstępie wrodzony talent górala jako cieśli i budowniczego („budarza”) i to bez względu na to czy pochodzi z Beskidu Śląskiego czy Żywiecczyzny, czy z innego regionu górskiego. Odbiło się to na ogólnym wyglądzie i układzie osiedlą góralskiego oraz na charakterystycznej zabudowie całych wsi górskich, które na ogół w Beskidzie Śląskim, podobnie jak w innych częściach gór, bywają rozrzucone po zboczach. W Beskidzie Śląskim tworzą nieraz zamknięte dla siebie całości — dwory. Przykładem tego rodzaju osiedli są „dwory” lub „place” w Jaworzynce. Zwartą zabudowę wsi góralskiej tworzy układ ulicówki, którego przykładem może być Istebna, zbudowana w głównej części wzdłuż drogi na Złotym Groniu. Chałupa przeważnie wzniesiona na podmurówce z płaskich kamieni, o różnej wysokości, zależnie od pochyłości stoku. Ściany zbudowane na zrąb z belek, na których leży dwuspadowy dach kryty gontami, czyli szyndziołami, na ścianach szczytowych przydaszki. Odrzwia starych chałup przyozdabia w górnych rogach piękny wkład. Wnętrze chałupy składa się z dwóch izb przedzielonych sienią; w jednej znajduje się mieszkanie i zarazem kuchnia z piecem kuchennym („nolepą”), nad którym zwisał dawniej kocioł. Wiele było niegdyś chat „kurlawych” i w Beskidzie Śląskim i Żywieckim; dziś należą do rzadkości. Urządzenie domowe stanowił stół i zydle. Spano dawniej na ławach lub w zimie — na piecu. Dziś nie ma już chałup, gdzie nie byłoby łóżek, zw. tutaj łożnicami. Ubranie przechowywano w drugiej izbie, zw. komorą, pochowane w malowanych ornamentem skrzyniach, zw. trówłami, w Istebnej — tróchłami. Skrzynie takie otrzymuje dziewczyna jako wiano wraz z odzieżą i bielizną. W sieni stała zwykle szafa na żywność (olmaryja). Obraz tutaj nakreślony w skrócie, odnosi się dzisiaj do przeszłości, gdyż tylko w nielicznych osiedlach można jeszcze zobaczyć prawdziwe dawne budownictwo. Ale znaleźć je jeszcze można najlepiej zachowane w Istebnej, Jaworzynce, Koniakowie i Brennej, gdzie też zaznacza się szczególne przywiązanie do wielu tradycji. Na Żywiecczyźnie dawne chałupy i budownictwo nie są również częste, ale w zapadłych kątach górskich, z dala od autobusu i drogi trafi się nieraz osiedle zachowane jakby z odległej przeszłości, od której – bywa —: odbijają odgłosy muzyki płynącej z aparatu radiowego. Piękne budownictwo ma jeszcze Rycerka i jej przysiółki; w Milówce, Ujsołach i Soli zachowały się zabytkowe chałupy pochodzące z XVIII w., reprezentujące trzy typy chałupy beskidzkiej; typ jednoizbowy z sienią z przejściem na przestrzał, z dobudowanymi później komorami, drugi typ jedno- dzielny symetryczny dwuizbowy i trzeci symetryczny typ dwuizbowy, upodobniony do dwudzielnego przez dobudowanie komór do izb od tyłu. Są jeszcze malownicze chałupy w Korbielowie, Przyborowie, Sidzinie, a w Beskidzie Średnim np. w Sułkowicach, Tokarni, ale coraz ich mniej zostaje pod naporem miejskiego willowego budownictwa. Prawdziwie pierwotne formy zachowało budownictwo pasterskie, które sięga najprymitywniejszego okresu bytowania na hali. W Beskidzie Śląskim spotkać można trzy typy sałaszu. Zwróćmy uwagę, że w Beskidzie Śląskim góral używa słowa sałasz, a nigdy szałas, tak na oznaczenie koleby, jak i samej gospodarki halnej. Pierwszy typ to sałasz z dachem dwuspadowym, opartym wprost na ziemi i zawieszonym na drągu („wyrchlinie”), drugi — z dachem dwuspadowym, zbudowany podobnie jak pierwszy, lecz opartym nie o ziemię, lecz na rynnach dla odpływu deszczu, i trzeci, w którym dach spoczywa na ścianach zbudowanych z 3 belek. Prócz tego można w Beskidzie Śląskim spotkać szopy służące za schronienie dla owiec w czasie słoty lub w zimie (zimarki). Wszystkje koleby, szopy i szałasy mają w Beskidzie Śląskim charakter prymitywny i nietrwały. To. samo dotyczy oczywiście zagród dla owiec, zw. tu koszorami, które są podobne do spotykanych w Beskidzie Żywieckim. Inny natomiast jest typ szałasu, który spotyka się w Beskidzie Żywieckim np. pod Pilskiem, na Romance, Lipowskiej, pod Babią Górą i na Jało wcu. Jest to szałas o asymetrycznej sylwecie dachu, który nakrywa wnętrze ograniczone ściankami zrobionymi z płotów, służących do stawiania koszaru. Dach ten spada stromo w tył i opiera się na trzech belkach tuż nad ziemią, przez co przednia część szałasu jest wysoka, zwłaszcza że stawia się go na stoku. W tej też części znajduje się watra, przy której można swobodnie gospodarzyć. Jeszcze inne szałasy o archaicznym wyglądzie i pochodzeniu, można spotkać w Beskidzie Małym w okolicy Kiczery, Jaworzyny i Hrobaczej Łąki. Zbudowane są one z głazów piaskowca na planie prostokąta, nakryte dachem, zbudowanym na sochy i ślemię lub na kozły. Ognisko jest w takich szałasach na zewnątrz. Służyć one miały dawniej w życiu pasterskim, a z czasem, gdy ono zanikło, także jako schron na czas pobytu przy uprawach rolnych, które są blisko szałasu. Obok tak prymitywnych konstrukcji umie góral beskidzki zbudować bardziej skomplikowane mechanizmy, jak folusze, zw. też wałchą ,lub wałkownią. Można jeszcze zobaczyć folusz w Brennej w doi. Jatnego i w Istebnej — Jasnowicach. Wrodzony talent do ciesiołki, niezwykła zaradność i pomysłowość górala beskidzkiego sprawiły, że nie tylko budował sam chałupy, szałasy i wykonywał wszystko co mu było potrzebne do gospodarstwa. Jego poczucie artystyczne kazało mu wykonywane przedmioty przyozdabiać „co by było siumneTak wyrosło zdobnictwo w drzewie, szczególnie bogate w Beskidzie Śląskim, tak powstały słynne skrzynie wałaskie i beskidzkie czerpaki z takimi twórcami jak Jan Bury w Bukowcu pod Giro- wą, Jerzy Hezik, Jan Kocurek, Anton Madzia, Paweł Sidzina, Jan Holeksa — wszyscy z Brennej, Michał Kujawa z Istebnej, Paweł Szalbot z Wisły. Wsie te były głównymi ośrodkami snycerstwa, ale nie jedynymi. Prawie wszyscy twórcy byli owczarzami i snycerstwem nie trudnili się zawodowo, chociaż byli i tacy. Wyrabiali czerpaki, laski pasterskie, urządzenia wnętrz domowych, zabawki, przęślice, łyżniki, cedzidła, zydle, rzeźbili głowy zwierząt i owczarzy; z ich rąk wychodziły różne instrumenty muzyczne, zwłaszcza gajdy (Jan Krężelok z Istebnej) i trąby owczarskie (Jan Troszok z Wisły). Zdobnictwo w drzewie wyparły produkty fabryczne i mało górali używa dziś dawnych szałaśniczych naczyń, jakkolwiek i dziś każdy w razie potrzeby wytwarza wszystko, co mu jest potrzebne. Rzeźba ludowa również nie ma wielu przedstawicieli. W Brennej żyje i tworzy góra; w Istebnej po śmierci Jana Konarzewskiego, rodzina jego stworzyła związek plastyczny i pomaga miejscowym rodzimym talentom; pracuje tu także warsztat budowniczego gajd śląskich, kultywując z pietyzmem dawne tradycje istebniańskie. Na Żywiecczyźnie wrodzony talent artystyczny górala wyrażał się z całą siłą wyrazu w ciesielce kościołów, kaplic, dzwonnic i figur przydrożnych. Dostarczał ich Żywiec i wsie okoliczne. Liczne wzmianki o nich podaje nieoceniony — jako źródło wiadomości — ,,Dziejopis Żywiecki” Andrzeja Komonieckiego i Mu- nimenta jeleśniańskiego ks Ignacego Pawluszkiewicza. Dzięki temu wiemy, że XVII i.XVIII w. wydał rodzime, samorodne talenty cieśli — budowniczych Babickiego i Gratiasa z Krzeszowa, Jerzego Wiśniewskiego z Żywca, Józefa Serwina ze Siemienia, Zyrka z Żabnicy, Jakuba Machalika z Leśnej, Franciszka Lebiody z Jeleśni, Mateusza Bieńka z Pewli, Ignacego Mrowca ze Swinnej, Cypriana Kostki ze Starego Żywca, Wincentego Pikuły i Wojciecha Tokarskiego z Żywca, Wojciecha Habdasa z Zarzecza, Kaspra Dudy z Gilowic i dziesiątki innych znanych i nieznanych. Osobny rozdział przedstawia w Beskidzie świątkarstwo, tj. rzeźbienie świątków przydrożnych, których największym i o wybitnej oryginalności twórcą był — obok wielu hezimiennych — Jędrzej Wowro (1864—1937) z Gorzenia Dolnego. A jak żyli i pracowali — posłuchajmy. ,,Miołek siedymnoście lot, jak rusylek we świat, zęby szukać kawałka chleba. Byłek w kopalni wyngla na Śląsku, w Ostrawie, Karwinie i Bialei… Po tej robocie przysedem tu do Gorzynia i zacortem rzeźbić…” — mówił w autobiografii. ,,Weszli do izby: ciemna, niska, mata z polepą gliniastą zamiast podłogi. Pod oknem stała skrzynia stara’, wieko jej poplamione farbami i pocięte gęsto’, na niej w nikłym świetle, sączącym się przez zabrudzone, połatane, słońcem i słotami zbielmione szybki — rzeźbił Wowro swe świątki”,— pisał zaprzyjaźniony z nim Emil Zegadłowicz w szkicu ,,Pod górę ta droga wiedzie” (1936 r.). Po Wowrze pozostały Chrystusiki Frasobliwe, Floriany, Jany Nepomuceny, Madonny, Marie Magdaleny, i teka znakomitych ludowych drzeworytów („piecątek”). Nieco świątków oglądać można w dawnym dworku Zegadłowicza w Gorzeniu Górnym, a pokaźny ich zbiór posiada muzeum w Bochni. Zdobnictwo metalowe miało główną siedzibę w Beskidzie Śląskim. Przyczyną tego było to, że okolice Istebnej, Koniakowa i Cisownicy obfitują w rudę żelaza w postaci sferosyderytu. Jej obecność zapoczątkowała w XVIII w. wytapianie w prymitywny sposób żelaza co z kolei dało początek rozwojowi kowalstwa i wyrobowi przedmiotów metalowych ze zdobniczym ornamentem. Wyrabiano więc obuszki owczarskie, okucia dyszli, noże owczarskie, kowadła, ozdobne zawiasy do skrzyń („truweł”), obramienia przydrożnych figur i mnóstwo drobnych gospodarskich przedmiotów. Wyrabiano i zdobiono mosiężnymi ozdobami szerokie pasy owczarskie. Pasy takie nosili zresztą nie tylko pasterze, lecz zamożni górale zw. Wałachami, trudniący się wypasem i hodowlą bydła. Wyrabiano nadto pierścionki, okucia do modlitewników („kancynołów”), fajki zw. tu „falfkami” i przyozdabiano metalem gajdy, biczyska i laski pasterskie. Osobną gałąź wytwórczości stanowiło metalowe zdobnictwo strojów góralskich oraz wyrób spinek, zapinek i różnych wyrobów złotniczych, w czym celowali rzemieślnicy cieszyńscy. Beskid Śląski miał wybitnych twórców ludowych. Kowalska rodzina Burych w Jaworzynce, Józef Gielata i Józef Holeksa w Brennej, Jan Juroszek zw. Jurzyn od Deja — w Istebnej, uprawiający także artystyczne ślusarstwo i snycerstwo, znakomity gajdorz Paweł Motyka z Jaworzynki, Andrzej Szalbot w Wiśre Malince, Michał Haratyk z Istebnej „największy majster od ryzowania żelaza”, Paweł Herzyk z Brennej, dotąd wspominany w całej okoiicy, gdyż to „buł gorol, wszycko szumnie wyrobioł” i Jan Juroszek zw. Przigoniok z Istebnej, który należał do najznakomitszych gajdoszów. O jego muzykowaniu mówiono, że tak grał na gajdach „jako dyby rozprawioł”. Gajdy śląskie są starodawnym instrumentem muzycznym, podobnie jak niewiele od nich różniące się w konstrukcji dudy żywieckie, chociaż istnieją między nimi różnice. Nazwy te wzajemnie mieszają się, tj. w Beskidzie Śląskim trafia się czasem określenie dudy, a na Żywiecczyźnie gajdy. Gajdy śląskie składają się z gajdzicy — krótkiej piszczałki melodycznej, z huku — długiej piszczałki bordunowej grającej ciągle, z miecha z koziej skóry i dymloka, małego mieszka. W Beskidzie Śląskim głównymi ośrodkami wyrobu gajd i gry na nich jest nadal Istebna, Koniaków, Jaworzynka, a poza granicą polsko-czechosłowacką Bukowiec nad Olzą u stóp Girowej. Również Brenna i Wisła miały swych gajdoszów. Gajdy związane są z zabawą taneczną i występują wszędzie tam, gdzie jest popularny taniec „owięziok”. Przy tym tańcu i przy grze na gajdach śpiewa się. Gajdosze grywali zawsze na prządkach, szkubaczkach i weselach, często sami lub w towarzystwie skrzypiec, zawsze ze śpiewem. Do najznakomitszych mistrzów w grze na gajdach i ich twórców zarażeni, należał wspomniany już Jan Juroszek z Istebnej, Jan Matuszny, Michał Waszut, Jan Krężelok, Michał Kawulok od Skały, Paweł i Jan llaratyk, wszyscy z Istebnej i Michał Sikora z Koniakowa. Rodzina Kawuloków do dziś dnia wysoko utrzymuje dawne tradycje. Wśród nich wybija się Jan Kawulok od Jasia świetny rzeźbiarz, twórca trąbit, gajd, rogów i fujar, znakomity bajarz i gawędziarz. W jego wiekowej chacie można oglądać wiele starych sprzętów, instrumentów muzycznych, rzeźb i ceramiki. Na Żywiecczyźnie zachowały się dudy jeszcze w niektórych okolicach, jak w Milówce, Pewli Wielkiej, Korbielowie, Koszarawie i Jeleśni. Z wyrobu ich słynęła niegdyś Sopotnia Wielka, gdzie wyrabiano je z drzewa cisowego. Wszędzie, gdzie dawniej na nich grywano, znalazły konkurencję w zespole skrzypiec, harmonii i bębna. Toteż na całej Żywiecczyźnie słyszy się obok starych pieśni zw. wałaskimi, holskimi, starowierskimi opartymi o gamę wałaską, także inne pieśni o wpływach miejskich. Tam gdzie jeszcze trwają tradycje dud, tam jeszcze spotka się dawne fujary (fulyrki), lecz wraz z wpływami miasta zanikają dawne instrumenty i Walaska nuta. Jeszcze na weselach i zabawach góralskich można je usłyszeć w tradycyjnym brzmieniu. Wielu było znamienitych dudziarzy żywieckich ale pamięć ludzka do dziś wspomina Alojzego Kuźnię z Kamesznicy, Błażka z Szarego, Burego z Oźnej, Wawrzyńca Butora ze Złatnej — z wielkiej masy dawnych muzyków, słynnych i licznych w Beskidzie Żywieckim, a także w Beskidzie Małym. W dawnej Rzeczypospolitej nie musiało to być zajęcie mało intratne, skoro uniwersał poborowy z 1577 r. stanowił, że ,,dudarze, każdy od siebie po groszy dwudziestu y czterech dać powinien” i skoro nawet przeprowadzono konskrypcje muzykantów. Było ich mnóstwo, także na Pogórzu Beskidu Małego i w samym Beskidzie Małym, w Inwałdzie, Andrychowie, Kętach, Lipniku, Stryszawie, gdzie właśnie takie spisy przeprowadzono dla celów podatkowych. Choć zanikają w rzeczywistości, pozostali dudziarze w pieśni ludowej, kolędzie i pastorałkach. Charakterystycznym instrumentem muzycznym była w Beskidzie Śląskim trąba owczarska, którą dziś usłyszeć można jeszcze w Brennej, Istebnej i Wiśle. Mistrzem w trudnej grze na niej był Andrzej Szalbot z Wisły, a po nim dziś gra Antoni Kawulok, brat, Jana, znakomitego twórcy gajd. Starodawny ten instrument owczarzy wołoskich służył niegdyś nie tylko do muzyki. Ponoć, gdy zbójnicy zawitali na sałasz i ,,kazali byrki (owce) rzazać i w mleku warzyć”, bacza (w Beskidzie Śląskim nie mówi się baca) skłaniał nieraz chytrze zbójników do wysłuchania nuty na trąbie — i grał: ,,Pójcie haw gazdowie Przyszli tu miechorze, Syreczek papają, lowieczki rzazają.” A wówczas z okolicznych osiedli, na znany im sygnał trąby owczarskiej, wyruszali górale na pomoc. Na Żywiecczyźnie również używano takich trąb na halach w celu porozumiewania się na odległość; zwą je trąbitami lub trembitami, a ich piękne okazy znaleźć można tylko w muzeum w Żywcu. Trąby śląskie mają od 2,5 do 4,5 m długości i wyrabia się je ze świerka. Wybrane drzewo okorowuje się, przecina na pół, drąży rowek i składa razem, owijając korą. Można je spotkać jeszcze na Tynioku, Równicy i w sałaszach na Czornym i Postrzednim w Wiśle. Natomiast — podobnie jak na Żywiecczyźnie — zanikły w Beskidzie Śląskim fujarki, na których „piskano” na hali i pastwisku. Jeszcze w jednym kierunku twórczość ludowa górali Beskidu Śląskiego rozwinęła się z wrodzonym smakiem i artyzmem. To hafciarstwo i koronkarstwo, których głównymi ośrodkami są Ustroń, Cisownica, Goleszów, Lipowiec, Jaworzynka, Istebna. Koniaków. Prawie wszystkie są ośrodkami o dawnych tradycjach, jak Jaworzynka i Koniaków, słynące z koronek szydełkowych. Wyrabia się tu serwetki zw. „róziczkami” i kołnierzyki, dawniej czółka do czepków noszonych przy stroju wałaskim, oraz siatkowe. Ośrodek w Goleszowie znany jest z koronek i haftów. Wśród wielu artystek-koronkarek („heklowaczek”) wybijają się Anna i Emilia Lipowczanowe w Goleszowie Równi; w Koniakowie prawdziwą artystką o wysokim polocie była Maria Gwarkowa zmarła w 1962 r. Oprócz nich do twórczych koronkarek należą Anna Bury, Jadwiga Legierska, Zuzanna Rudzka z Koniakowa, Anna Wawrzacz z Jaworzynki. W 1958 r. założono w Istebnej zespół hafciarski, zaś w Koniakowie rozwija się spółdzielczy ośrodek koronkarski. Spółdzielnia hafciarska w Żywcu podtrzymuje tradycje dawnych żywieckich haftów, bez których nie można było sobie wyobrazić stroju mieszczki żywieckiej. Wśród hafciarek tego regionu najzdolniejszą i twórczą hafciarką jest Helena Matuszkowa. Zanikły natomiast, tak kiedyś czynne warsztaty garncarskie w Wiśle, Skoczowie, Istebnej, Cieszynie — a poza granicą — w Jabłonkowie. Wyrabiały one ceramikę użytkową, związaną z pasterstwem i hodowlą. Ich największy rozkwit przypada na XIX w., chociaż jeszcze do 1935 r. , istniała w Skoczowie pracownia Jana Sarkandra Raszki. Dziś, przykłady ceramiki Beskidu Śląskiego, dają tylko eksponaty muzealne. Z szeroko rozwijającego się dawniej tkactwa — pozostały dziś warsztaty tkackie w Koniakowie i Istebnej, gdzie produkuje się barwne wełniane samodziały, sprzedawane do miasta. Z innych działów wytwórczości, ma nielicznych przedstawicieli plecionkarstwo z korzonków świerkowych i słomy oraz koszykarstwo z wikliny, wśród górali w Brennej, Istebnej i Koniakowie oraz Dzięgielowie (wikliniarstwo). Piękne, urocze koszyki z korzeni jałowcowych wyplata także w Zawoi stary, 90-letni Wojciech Kukla, jest to jednak wytwórczość na bardzo skromną skalę. O wiele szerszy zasięg ma zabawkarstwo (Stryszawa i Lachowice); kamieniarstwo (Łysina w Beskidzie Małym); ze względu na oryginalność zasługuje na uwagę wytwórstwo szopek (Straconka — Franciszek Chrobak i Alojzy Pszczółka) oraz wypiek pierników (Żywiec — Jan Bielewicz i Leopold Patruszyński).

Podobne

Tagi